środa, 16 września 2015

Fotorelacja z Agkistri


























Ostatnio pojawiła się tutaj krótka (no, może nie aż tak) fotorelacja z Eginy. Dzisiaj natomiast zapraszam Was na obejrzenie zdjęć z kolejnej greckiej wyspy - Agistri.

Agistri (gr. Αγκίστρι) jest naprawdę malutką wysepką położoną w Zatoce Sarońskiej. Jednak - jak to się mówi - małe jest piękne i taka właśnie była. Totalnie zaparła mi dech w piersiach i na pewno tam wrócę. Egina była cudna, ale to jednak ta druga zdobyła moje serce chyba na zawsze. Zresztą... sami się przekonacie, dlaczego :)

Zacznę od ogólnych informacji - Agistri jest położone naprawdę niedaleko Eginy, bo płynie się statkiem zaledwie 10 minut dłużej. Jeśli chodzi o cenę biletów - można znaleźć nawet takie po przecenie za 7 euro, ja nie miałam ani szczęścia ani zresztą czasu na wypatrywanie okazji, biegłam do pierwszej lepszej budki sprzedającej bilety, ponieważ przybyłam na miejsce 5 minut przed odpłynięciem :) Toteż zapłaciłam za bilet 11,20 €, oczywiście z portu Pireus. Na Agistri można także wybrać się z Eginy (lub na odwrót), wtedy bilet wyniesie ok. 2-3 € maksymalnie.

Tym razem nie robiłam zbyt wielu zdjęć podczas podróży, ponieważ odpłynęliśmy rano, było bardzo dużo ludzi, mało powietrza i troszkę mnie mdliło z tego powodu przez pół drogi :) Potem jednak mój stan nieco się polepszył, więc pyknęłam kilka fotek przed praktycznie samym dotarciem do wyspy.



Moim oczom ukazała się najpiękniejsza woda, jaką kiedykolwiek w życiu widziałam. Nawet na Eginie taka nie była, a przecież te wyspy są niedaleko siebie.



Port Agistri był naprawdę niewielki. Pamiętacie port Eginy? No, ten pierwszy był tak z 10x mniejszy :) Dosłownie kawałek wolnej przestrzeni. W sumie nie dziwię się, statek przypływa tam 2 razy dziennie.


Pierwsze wzięliśmy się za poszukiwanie campingu. Myślę, że to jest dobry moment, by wspomnieć o tym, że na Agistri można znaleźć naprawdę mnóstwo domków do wynajęcia, hoteli, mieszkań, a jeśli nie chcecie przepłacać, możecie wybrać się na camping - ja, hipiska, wybrałam właśnie tę opcję :D
Muszę też przyznać, że ludzie byli naprawdę mili!
Po drodze oczywiście nie mogłam oderwać wzroku od morza. Ponadto było bardzo zielono (kocham takie wyspy), a chodniki były naprawdę zadbane :) Na Eginie niestety tej zieleni nie było.







Takie widoki widziałam za każdym razem, gdy pokonywałam trasę z campingu do centrum. Tak wyglądała nasza ścieżka na camping:


Naprawdę zastanawiam się, jak dobrą pamięć mieliśmy, pamiętając tę drogę idąc po ciemku. Chodzi mi o to, że nasz namiot był położony dość głęboko w lesie i na dodatek w miejscu, gdzie dróżka była niewidoczna. No ale... rozłożyliśmy namiot i pierwsze co, to ruszyliśmy na plażę.



Nie chciałam wychodzić z tej wody, ale w pewnym momencie rybki zaczęły mnie za bardzo "ciupać" po nogach, to się zdenerwowałam :D

Po udanej kąpieli wybraliśmy się pozwiedzać miasteczko.
Mała to była miejscowość, więc za dużo do zwiedzania nie było, ale i tak mi się podobało. Druga część wyspy była pełna restauracji, barów, a także kawiarni urządzonych w bardzo nowoczesnym stylu. Tak mi się podobał ich wystój, że chciałam wejść do każdej i posiedzieć choć chwilę :D Teraz żałuję, że nie zrobiłam im zdjęć!







Oczywiście nie obyło się bez lodów pistacjowych :D Tym jednak nie zrobiłam zdjęcia.

Jedynym minusem chyba było to, że na Agistri były tylko dwa sklepiki z suwenirami. Na Eginie można było spotkać je na każdym kroku, tutaj miałam bardzo ograniczony wybór.



Pospacerowaliśmy sobie po centrum wte i wewte, a gdy już wszystko zobaczyliśmy, postanowiliśmy wrócić do namiotu. A właśnie - taki widok mieliśmy z miejsca, w którym "zamieszkaliśmy":


Potem poszliśmy w drugą stronę - doszły nas słuchy, że za laskiem campingowym jest plaża, ruszyliśmy więc ją zobaczyć. Przedzieraliśmy się przez te wszystkie gałęzie i tak dalej, aż w końcu dotarliśmy na sam szczyt i naszym oczom ukazał się przepiękny widok.





Okazało się, że plaża jest niżej i cóż... ja podziwiam ludzi, którym udało się tam zejść i rozłożyć namioty :D


Na tej górce zrobiliśmy chyba z pięćdziesiąt zdjęć jak nie więcej :) Nie mogłam się napatrzeć, naprawdę!

Wieczorem nadszedł czas coś zjeść. Wybraliśmy się znów do centrum na suflaki - kto jadł, ten wie, jakie to niebo w gębie :) Potem znowu przeszliśmy się troszkę, a po drodze napotkaliśmy się na...


... konika :) Jak wspominałam w poprzedniej fotorelacji, to na wyspach normalka. Tym razem myśleliśmy nad tym, by wybrać się na przejażdżkę, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy.

A, zapomniałam wspomnieć. Na Agistri jest też wiele miejsc, gdzie można wynająć sobie motory lub rowery, by nie chodzić wszędzie na nogach. Nie wiem jaka jest cena niestety. Na Eginie zresztą też istnieje taka możliwość.


Potem poszliśmy sobie na pomost, gdzie cumowały łodzie. Przyznajcie, czy to zdjęcie nie wygląda magicznie?


To czerwone niebo przypomina mi Mordor z Władcy Pierścieni :D Ale mam dla Was zdjęcie gwieździstego nieba!


Musiałam ustawić duży kontrast, by gwiazdy były widoczne, stąd te plamki na rogu. Uwierzcie mi - na żywo było ich jeszcze więcej. Dla mnie to niecodzienny widok, w mieście nie ma tylu gwiazd. Jeśli codziennie patrzycie na takie niebo - zazdroszczę! :)

Potem poszliśmy do namiotu spać. Rano pozbieraliśmy się szybko, więc mieliśmy czas na kąpiel i potem wróciliśmy do Aten.


Naprawdę zakochałam się w tej wyspie. Czułam się tam wspaniale, atmosfera była niesamowita, taka wakacyjna, luźna, a ludzie z campingu byli naprawdę super! Na pewno tam wrócę i wydaje mi się, że nie raz :)

Co sądzicie o Agistri?



Lana Del Rey - Video games